„Zabić drozda – książka ponadczasowa”



(Dagmara Anna Jaworska)



Zabić drozda to opowieść widziana oczami małej dziewczynki, Jean Louise, zwanej też Smykiem. Opowiada ona o swoim dzieciństwie, spędzonym na zabawach ze swoim bratem Jemem i ich przyjacielem Dillem, o przygodach jakie ich spotkały, pytaniach, często trudnych i wartych przemyślenia. Książka, która na pierwszy rzut oka wydaje się być dziecinną historyjką, niesie za sobą wiele wątków ponadczasowych na temat uprzedzeń ludzi, ich natury i tego jak wielką siłę ma zbiorowość.
Pierwszym wątkiem tej historii jest postać Dzikiego Radley'a, sąsiada Jean Louise i jej brata, który od lat nie wychodził z domu i wydaje się dzieciom postacią przerażającą. Młodzi bohaterowie znają go jedynie z opowieści, jest dla nich zagadką, tajemnicą, którą chcą odkryć. Jego postać i powód dla, którego tak długo nie wychodzi z domu Budzi w nich fascynacje. Z czasem zaczyna to być ich drobną obsesją. Tworzą nawet przedstawienie na jego temat i wystawiają je dla zabawy. Jednak przerażający i siejący trwogę Artur Radley okazuje się być wybawieniem dla dzieci. Najpierw zostawia im różne „skarby w dziupli drzewa na swoim ogrodzie. Później, gdy Jem i Smyk zostają zaatakowani to on broni ich, narażając własne życie. I to właśnie Dziki, okazuje się po części być tytułowym drozdem, do którego przecież nie wolno strzelać - broniąc swoich sąsiadów, zabija człowieka, co w stanie Alabama (gdzie rozgrywa się akcja książki) karane jest śmiercią.
Jednakże ojciec dzieci, Atticus, oraz Pan Henck – miejscowy szeryf wspólnie postanawiają zatuszować sprawę ze względu na okoliczności i stan zdrowia Pana Radley'a. Wydaje się on być zagubionym dzieckiem, które boi się świata, chłopcem, który chciał bronić swoich przyjaciół, nie zdając sobie sprawy z tego jak wielką ma silę. Zrobił coś złego, jednak czy gdyby nie zrobił nic byłoby lepiej? I właśnie tu mamy jeden z wielu problemów moralnych tej książki. Wiadome jest, że nie wolno strzelać do drozdów, gdyż nie szkodzą a swym pięknym śpiewem umilają czas. Jednak czy Pana Artura można potraktować jak drozda?
Kolejnym ponadczasowym wątkiem jest proces Toma Robinsona. Tom był czarnoskórym niewolnikiem, który pracował  sumienne, był kaleką, mężem i ojcem. Został oskarżony o gwałt, a właściwie próbę gwałtu, co również było równoznaczne z karą śmierci. Bronił go Atticus Finch, ojciec Jema i Smyka. Przez to został okrzyknięty mianem „murzyńskiego pachołka”, mimo że to sędzia zadecydował, by to właśnie on bronił Pana Robinsona. Atticus spisał się świetnie, udowodnił w pełni i uargumentował, że Tom Robinson nie mógł zgwałcić Mayelli Ewell. Jednak Tom był od początku na przegranej pozycji, gdyż był czarnoskóry. Został skazany na śmierć. Wyrok nie odbył się planowo, ponieważ wcześniej Tom został zabity podczas próby ucieczki. Można zapytać „Gdzie sprawiedliwość?” „Czym zawinił ten człowiek?” „Jak można skazać kogoś na śmierć wiedząc, że nic złego nie zrobił?”. W tamtych czasach, to nie miało niestety znaczenia. Był czarny, więc był winny.  Choć na samą myśl o śmierci niewinnego człowieka, nam robi się niedobrze. To czy teraz tak nie jest? Czy sądy nie są zbyt niepewne? Przecież ludzie to ludzie, bywają omylni. A życia nie da się nikomu oddać, jedyne co może on pośmiertnie odzyskać dobre imię. Lecz do dobrego imienia nie przytuli się dziecko pozbawione ojca.
Ostatnim wątkiem jaki chce poruszyć (choć pozostało ich jeszcze wiele) jest podejście do wojny. W szkole Smyk słucha o tym, jak złym człowiekiem jest Hitler, który prześladuje Żydów za to w co wierzą i za ich pochodzenie. Zgadza się z tym, że jest on zły, mimo że wie, iż nikogo nie wolno nienawidzić, choćby nie wiadomo jak złym był człowiekiem. Jednak zastanawia ją, dlaczego ludzie, którzy tak bardzo brzydzą się prześladowaniem Żydów i dzieleniem ludzi na kategorie. A sami dzielą ludzi na czarnych i białych. Niewolników i wolnych. Nie mogła zrozumieć jak ludzie tak brzydzący się Hitlerem, sami zachowują się jak on tyle, że na mniejszą skale.
Książka ta ukazuje zupełnie inny świat, świat podziałów i braku tolerancji. Świat gdzie ludzie wolą się nie wychylać, gdzie wszyscy są szarą masą myślącą tak samo. Z drugiej strony jest to świat, gdzie każdy każdego zna, gdzie ludzie sobie pomagają, są dla siebie uprzejmi. Świat niby naszemu podobny, a zupełnie różny. Jest warta przeczytania, polecić mogę ją czytelnikowi w każdym wieku. Na kartach tej książki dorastamy razem z Jean Louise, poznajemy czym jest ludzka godność. Uczymy się szacunku i wzajemnego zrozumienia. Przechodzimy od łez przez złość do śmiechu i radości. W końcu dorosły może zaobserwować świat oczyma dziecka. To, że dla dzieci wiele problemów też jest ważnych i ma sens. Jest to też swoista lekcja moralności, która przyda się każdemu z nas.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współtwórcy

Obsługiwane przez usługę Blogger.