Richard Dawkins Bóg urojony



                       
(Anna J)
                             

            Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem przeczytania czegoś Dawkinsa, na którego nazwisko co i rusz się natykałam – głownie przy podczytywaniu dyskusji nt. sensu i bezsensu wiary. Dawkins traktowany był tam jako guru ateistów i otoczony ogromnym szacunkiem. Z czystej ciekawości sięgnęłam po najsłynniejsze chyba jego dzieło, Bóg urojony, by przekonać się osobiście, jak wygląda rozprawa z religią i wiarą, dokonywana przez tak inteligentnego i znanego interlokutora.
            No cóż… Przyznam szczerze, że dawno nie byłam tak rozczarowana po lekturze. Sposób pisania nużył mnie, argumenty były mało wyszukane, a opierały się głównie na założeniu, że każdy wierzący to analfabeta i prostak, za to ateiści to godni szacunku intelektualiści, którzy pojęli WIELKĄ PRAWDĘ – że Boga nie ma. Właśnie to raziło mnie najbardziej i zniechęcało do dalszej lektury: brak szacunku, który wręcz wylewał się z kartek tej książki. Zaczęłam czytać ją bez uprzedzeń, powodowana ciekawością i z pewną ekscytacją wyczekiwałam argumentów godnych przemyślenia i rozważenia (choćby w jakiejś filozoficznej dyskusji ze znajomymi). Otrzymałam zbiór opowiastek, które  na każdym kroku pokazują intelektualną różnicę między wierzącymi (teoretycznie Dawkins pisze o wszystkich religiach, lecz najczęściej odnosi się do chrześcijan) a ateistami, zawsze na korzyść tych ostatnich.
            Dla mnie Bóg urojony i Richard Dawkins to marka przereklamowana; za mało treści w stosunku do oczekiwań, jakie miałam. Czy to czas zmarnowany? Niekoniecznie. Zgadzam się z jednym twierdzeniem Dawkinsa, że nie ma dzieci muzułmańskich czy chrześcijańskich, są dzieci muzułmańskich/ chrześcijańskich rodziców. Zbyt mocno oceniamy innych poprzez pryzmat ich wiary (lub jej braku), natomiast powinniśmy patrzeć wyłącznie na tom jakim kto jest człowiekiem. Drugą korzyścią dla mnie jest moja mała refleksja: ateiści, aby udowodnić, że mają rację głosząc brak Boga, muszą wręcz atakować wierzących i udowadniać na każdym kroku, że wiara jest równoznaczna z brakiem inteligencji. Nie jest to merytoryczna argumentacja, a taka postawa ateistów sprawia jedynie, że dla mnie nie będą partnerami do dyskusji – cóż to za rozmowa, gdy jedna strona z założenia nie szanuje drugiej?

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Współtwórcy

Obsługiwane przez usługę Blogger.