Strony
Egzystencjalna blokada do zrobienia czegokolwiek
(Ania)
No właśnie.
Plany, projekty, rozpisanie celów i działań na każdy dzień tygodnia…a zapału
wystarcza tylko na kilka dni – jeżeli nie wyczerpuje się szybciej. Nie jest
tak, że brakuje wyznaczonego celu; istnieją też ważne powody do wzięcia się za
robotę. Brakuje zapału. Zwalać winę na pogodę? Można, mało kto lubi listopad.
Ponadto człowiek łatwiej łapie różnego rodzaju przeziębienia, a wtedy pracuje
się (i myśli) dużo gorzej…
Ile można się
usprawiedliwiać? Ile można popadać w stany załamania nerwowego, że kolejny
dzień nie zrobiło się niemal nic? Ile można zgrzytać z zazdrości zębami na
widok osiągnięć innych?
Rozwiązania są
dwa – narzekać więcej niż do tej pory, nie robić nic poza niezbędne minimum, z
wyraźną świadomością, że nie zrealizuje się swoich planów nawet w połowie albo:
wziąć się do roboty porządnie, nawet kiedy wyznaczony cel nie wydaje się być
tym, czego się chce. Po drodze do osiągnięcia tego celu można się wiele
nauczyć; sama sytuacja również może ulec zmianie i to, co wydawało nam się
niepewne i niejasne, będzie wiadome.
Dla swojego własnego
dobra wybieram (póki co) drugą drogę, czyli pracę, pracę, pracę. Choćby poprzez
porównywanie się do innych, abym miała mobilizację do nauki. Udowodnienie sobie,
że umiem, potrafię, dam radę – przestając być zależna od innych (skądinąd
bardzo życzliwych osób). Pokazanie, że nie jestem przypadkową osobą na danym
stanowisku/w danym miejscu. Życie będzie takie, jakim je sobie wykreujemy –
więc czas wziąć się do roboty!
[Post mało
filozoficzny, poza tym z ogromnym opóźnieniem…jednakże zakładam, że porusza szeroko
rozumiane problemy bytoweJ dodatkowo, publikując coś, co jest swoistą obietnicą
wzięcia się w garść i zaprzestania żywota depresyjnej rozmamłanej niedojdy
intelektualnej, liczę, że będzie to dla mnie motywacja. Do prawdziwej pracy –
tym razem]
07:53 | | 0 Comments
Słów kilka o projekcie
Pewnej szczególnej Nocy powzięliśmy
zamiar stworzenia miejsca, w którym moglibyśmy bez skrępowania, bez obawy o
właściwą ilość przypisów, rozmiary marginesów oraz konwenanse
metodologiczne ujawnić nasze zainteresowanie filozofią. Nie przypadkowo zaślubiliśmy
pornografię z filozofią. Był to zabieg komercyjny, który miał zaszokować i
uruchomić lawinę myśli. Nie boimy się śmiałych połączeń. Rzeczywistość
umysłową ubraliśmy w nagie ciało. Chcemy, aby filozofia była podnietą dla życia
i działania. Wysyłamy ją na ulice, aby zarabiała na siebie. Wyszła z ram
dziedziny naukowej a stała się dziedziną naszej egzystencji.
Niestety z czasem uznałyśmy, że strona jako forma nie spełnia naszych oczekiwań - dlatego przekształciłyśmy ją w blog. Wszystkie umieszczone dotąd teksty były publikowane na stronie, teraz przechodzą do naszego archiwum. Marta, Dagmara i Karolina to współpracujące w pierwszej fazie studentki, obecnie blog współtworzą: Ania i Kasia.
08:11 | | 0 Comments
„Zabić drozda – książka ponadczasowa”
(Dagmara Anna Jaworska)
Zabić
drozda to opowieść widziana oczami małej dziewczynki, Jean Louise, zwanej
też Smykiem. Opowiada ona o swoim dzieciństwie, spędzonym na zabawach ze swoim
bratem Jemem i ich przyjacielem Dillem, o przygodach jakie ich spotkały,
pytaniach, często trudnych i wartych przemyślenia. Książka, która na pierwszy
rzut oka wydaje się być dziecinną historyjką, niesie za sobą wiele wątków
ponadczasowych na temat uprzedzeń ludzi, ich natury i tego jak wielką siłę ma
zbiorowość.
Pierwszym
wątkiem tej historii jest postać Dzikiego Radley'a, sąsiada Jean Louise i jej
brata, który od lat nie wychodził z domu i wydaje się dzieciom postacią
przerażającą. Młodzi bohaterowie znają go jedynie z opowieści, jest dla nich
zagadką, tajemnicą, którą chcą odkryć. Jego postać i powód dla, którego tak
długo nie wychodzi z domu Budzi w nich fascynacje. Z czasem zaczyna to być ich
drobną obsesją. Tworzą nawet przedstawienie na jego temat i wystawiają je dla
zabawy. Jednak przerażający i siejący trwogę Artur Radley okazuje się być
wybawieniem dla dzieci. Najpierw zostawia im różne „skarby w dziupli drzewa na
swoim ogrodzie. Później, gdy Jem i Smyk zostają zaatakowani to on broni ich,
narażając własne życie. I to właśnie Dziki, okazuje się po części być tytułowym
drozdem, do którego przecież nie wolno strzelać - broniąc swoich sąsiadów,
zabija człowieka, co w stanie Alabama (gdzie rozgrywa się akcja książki) karane
jest śmiercią.
Jednakże
ojciec dzieci, Atticus, oraz Pan Henck – miejscowy szeryf wspólnie postanawiają
zatuszować sprawę ze względu na okoliczności i stan zdrowia Pana Radley'a.
Wydaje się on być zagubionym dzieckiem, które boi się świata, chłopcem, który
chciał bronić swoich przyjaciół, nie zdając sobie sprawy z tego jak wielką ma
silę. Zrobił coś złego, jednak czy gdyby nie zrobił nic byłoby lepiej? I
właśnie tu mamy jeden z wielu problemów moralnych tej książki. Wiadome jest, że
nie wolno strzelać do drozdów, gdyż nie szkodzą a swym pięknym śpiewem umilają
czas. Jednak czy Pana Artura można potraktować jak drozda?
Kolejnym
ponadczasowym wątkiem jest proces Toma Robinsona. Tom był czarnoskórym
niewolnikiem, który pracował sumienne,
był kaleką, mężem i ojcem. Został oskarżony o gwałt, a właściwie próbę gwałtu,
co również było równoznaczne z karą śmierci. Bronił go Atticus Finch, ojciec
Jema i Smyka. Przez to został okrzyknięty mianem „murzyńskiego pachołka”, mimo
że to sędzia zadecydował, by to właśnie on bronił Pana Robinsona. Atticus
spisał się świetnie, udowodnił w pełni i uargumentował, że Tom Robinson nie
mógł zgwałcić Mayelli Ewell. Jednak Tom był od początku na przegranej pozycji,
gdyż był czarnoskóry. Został skazany na śmierć. Wyrok nie odbył się planowo,
ponieważ wcześniej Tom został zabity podczas próby ucieczki. Można zapytać
„Gdzie sprawiedliwość?” „Czym zawinił ten człowiek?” „Jak można skazać kogoś na
śmierć wiedząc, że nic złego nie zrobił?”. W tamtych czasach, to nie miało
niestety znaczenia. Był czarny, więc był winny.
Choć na samą myśl o śmierci niewinnego człowieka, nam robi się
niedobrze. To czy teraz tak nie jest? Czy sądy nie są zbyt niepewne? Przecież
ludzie to ludzie, bywają omylni. A życia nie da się nikomu oddać, jedyne co
może on pośmiertnie odzyskać dobre imię. Lecz do dobrego imienia nie przytuli
się dziecko pozbawione ojca.
Ostatnim
wątkiem jaki chce poruszyć (choć pozostało ich jeszcze wiele) jest podejście do
wojny. W szkole Smyk słucha o tym, jak złym człowiekiem jest Hitler, który
prześladuje Żydów za to w co wierzą i za ich pochodzenie. Zgadza się z tym, że
jest on zły, mimo że wie, iż nikogo nie wolno nienawidzić, choćby nie wiadomo
jak złym był człowiekiem. Jednak zastanawia ją, dlaczego ludzie, którzy tak
bardzo brzydzą się prześladowaniem Żydów i dzieleniem ludzi na kategorie. A sami
dzielą ludzi na czarnych i białych. Niewolników i wolnych. Nie mogła zrozumieć
jak ludzie tak brzydzący się Hitlerem, sami zachowują się jak on tyle, że na
mniejszą skale.
Książka ta
ukazuje zupełnie inny świat, świat podziałów i braku tolerancji. Świat gdzie
ludzie wolą się nie wychylać, gdzie wszyscy są szarą masą myślącą tak samo. Z
drugiej strony jest to świat, gdzie każdy każdego zna, gdzie ludzie sobie
pomagają, są dla siebie uprzejmi. Świat niby naszemu podobny, a zupełnie różny.
Jest warta przeczytania, polecić mogę ją czytelnikowi w każdym wieku. Na
kartach tej książki dorastamy razem z Jean Louise, poznajemy czym jest ludzka
godność. Uczymy się szacunku i wzajemnego zrozumienia. Przechodzimy od łez
przez złość do śmiechu i radości. W końcu dorosły może zaobserwować świat
oczyma dziecka. To, że dla dzieci wiele problemów też jest ważnych i ma sens.
Jest to też swoista lekcja moralności, która przyda się każdemu z nas.
02:14 | | 0 Comments
Wyzwanie
(Marta Szopka)
Do napisania tego artykułu natchnął
mnie film „Conquest of paradise”. Przedstawia biografię i wyprawy Krzysztofa
Kolumba. Muzyka Vangelisa dodatkowo pobudza zmysły, by przenieść się do
minionej epoki i wziąć udział w wyprawie podróżnika. Nie będę przedstawiała
akcji filmu, tu jedynie mogę zachęcić do obejrzenia. Film zaś wpłynął na pomysł
opisania podejmowania trudu decyzji, odwagi, a także arogancji i zaangażowania
w realizację marzeń. W końcu każdy z nas boryka się z problemami realizacji
marzeń na co dzień, poszukując własnego ja.
Często pytamy siebie, czy podejmowane
przez nas decyzje są dobre, odpowiednie do danej sytuacji. Nieraz odkładamy je
w czasie, łudząc się, że będzie lepszy moment na ich realizację. Mimo wszystko
rządzi nami strach i obawa przed nieznanym, przed porażką. Co będzie, gdy nam
się nie powiedziecie? Zapewne i takie pytania doskwierały wielkiemu
podróżnikowi, ale idea zrealizowania jego pomysłu przyciemniała takie rozterki.
Być może w życiu nie powinniśmy się kierować obawami, narzuconymi odgórnie
standardami i koncepcjami na życie. Każdy z nas ma swoją, niepowtarzalną
egzystencję i krótki odcinek czasu na jego spełnienie. Może warto uświadomić
sobie, że stać mnie na coś więcej i wychylić nos zza domu ku otwartej
przestrzeni. Historia pokazuje, że zbuntowanych jednostek jest mimo wszystko
mało. Stabilizacja i spokój wewnętrzny pragnie osiągnąć większość. Boimy się
nieznanego, boimy się czegoś gorszego… a czy może być coś gorszego, niż
wyrządzane nawzajem krzywdy, wojny na tle religijnym, etnicznym?
Boimy się końca świata, dlatego
mnóstwo osób z trwogą czyta wiadomości na ten temat. Widać wyraźnie, że ludzkie
obawy i słabostki nie zginęły mimo odkryć geograficznych, astrologicznych, mimo
postępu technologicznego. Wciąż obawiamy się, że gdzieś ktoś może odkryć coś
gorszego. Zakazywane są badania naukowe, które zbyt ingerują w życie ludzkie w
ramach granic etyki. Czy tylko chodzi na pewno o ten strach przed badaniami?
Czy to one są powodem, że dany zabieg jest nieetyczny w stosunku do człowieka?
Czy może bardziej obawiamy się niepewnej przyszłości, jaki to będzie miało
skutek?
Kobiety wywalczyły emancypację,
możliwość pracy w męskich branżach, ale czy kobieta nigdy nie pracowała?
Pracowała bardzo ciężko już u zarania dziejów na polu, w domu. Emancypacja
doprowadziła jedynie do prawnej akceptacji sytuacji kobiet, które wywalczyły
swój status.
To co osiągamy, co zwiemy cywilizacją
jest często dziełem indywiduów, którzy oddawali swoje życie w imię idei, dla
lepszego życia w przyszłości. Nie przejmowali się, czy będzie istnieć jutro.
Jednakże wciąż żywy strach nie pozwala zarówno akceptować takie jednostki i
swobodnie tworzyć im wizje. Panicznie boimy się nowości, które zmuszają
człowieka do zmian i akceptowania zaistniałych efektów. Ale czy nie warto
podjąć wyzwania?
02:14 | | 0 Comments
Seneka o krótkości życia. Refleksja.
(Katarzyna M)
Lucjusz
Anneusz Seneka, większości z nas, znany jest jako autor „złotych myśli”,
którymi opatruje się karty kalendarza.
Tymczasem jest on twórcą dzieł, które stanowią kanon literatury
klasycznej i myśli humanistycznej.
Ubiera rzeczywistość w słowa, a słowa łączy w myśli, dzięki którym
poznajemy sens nie tylko życia, ale i życia z sensem. W części jego dorobku znajdujemy zbiór
zatytułowany „O krótkości życia” ( De
brevitate vitae). Dla filozofów to
typowy przykład myśli stoickiej, a dla współczesnych może być odpowiedzią na
kult młodości i sukcesu.
Aby
zrozumieć fenomen tego myśliciela, który w średniowieczu uchodził za świętego,
podajmy parę faktów z jego życia. Urodził się w 4 roku przed Chrystusem w
Kordobie. Ówczesnym cesarzem rzymskim był August. Mimo, iż Seneka nie był
Rzymianinem, nie przeszkodziło mu to zrobić kariery politycznej. Pochodził,
bowiem ze starej i szacownej rodziny. Jego ojcem był znany nauczyciel retoryki
– Lucjusz Anneusz – zwany Seneką Retorem. Przyszły mąż stanu do Rzymu przybył,
jako mały chłopiec. Tu otrzymał
gruntowne wykształcenie, głownie w zakresie retoryki i filozofii. W 32 roku po
Chrystusie objął on stanowisko obrońcy sądowego. Natomiast za czasów panowania
cesarza Tyberiusza sprawował swój pierwszy urząd państwowy – kwesturę. W
krótkim czasie zyskał sławę wytrawnego pisarza i polityka. Jednak w rzymskim państwie totalitarnym takie
umiejętności oznaczały śmierć. Cesarz Kaligula w 37 roku wydał na Senekę wyrok
skazujący na Senekę ; szczęśliwie wyrok ten nie został wykonany. Niestety, za
panowania cesarza Klaudiusza rzucono na
niego oskarżenie utrzymywania stosunków erotycznych z Julią Liwillą, siostrą
poprzedniego cesarza. Karą było ośmioletnie wygnanie, aż do roku 49, kiedy to
za sprawą Agrypiny, kolejnej żony
Klaudiusza, Seneka wrócił do łask. Jednak ceną za ową protekcję było podjęcie
się wychowania, syna Agrypiny, Nerona.
Głównym
zadaniem Seneki – nauczyciela było wpojenie przyszłemu władcy trwałych zasad
moralnych. Kiedy młodociany Neron wstąpił na tron Seneka stał się jednym z
najpotężniejszych ludzi w państwie. Faktycznie przez pięć lat sprawował władzę
w Cesarstwie. W 56 roku objął on urząd
konsula. Czasy jego rządów określane są przez współczesnych historyków, jako
wzór sprawiedliwej polityki i największej pomyślności Rzymu. Neron jednak nie
kontynuował polityki zapoczątkowanej przez Senekę, a jego zbrodnicze skłonności
wkrótce dały o sobie znać. Za jego poleceniem zamordowano brata i matkę . Jego
wpływom uległ również sam Seneka, który wbrew wyznawanym zasadom napisał
kłamliwy list do senatu usprawiedliwiający krwawe rządy tyrana.
Po tych
zdarzeniach Seneka postanowił wycofać się z życia publicznego. Aby przekonać
Nerona, do zwolnienia go ze służby przekazał mu swój cały majątek, a swoją
decyzję motywował podeszłym wiekiem i pogarszającym się stanem zdrowia. Neron
jednak go nie przyjął, ale po pożarze Rzymu w roku 64 skorzystał z otrzymanej
darowizny. W ostatnim okresie życia Seneka poświęcił się całkowicie pisarstwu.
Niestety, oddalenie od dworu nie było gwarancją spokojnego życia. W 65 roku,
kiedy wykryto plan zamachu na władcę – oskarżono Senekę o to, iż wiedział o
zamiarach Pizona, a mimo to nie powiadomił cesarza. Karą za to była śmierć
przez otwarcie żył. Ostatnie chwile Seneki z przejęciem opisuje w swoich
kronikach Tacyt ( Tacyt, Roczniki XV
62-63, przekł. S. Hammera). Przykład życia owego męża stanu i myśliciela – daje
nam jasne przesłanie, iż trzeba wiele silnej woli, aby trwać przy wyznawanych
zasadach. Mimo licznych zasług życie
Seneki nie było pozbawione ciemnych stron.
Czy możemy jednak potępiać
wielkiego filozofa i artystę za to, że był tylko człowiekiem?
Wróćmy
do jego rozprawy Ad Paulinum de brevitate
vitae, której adresatem jest Paulinus, krewny żony Seneki, Pompei Pauliny,
intendent do spraw zaopatrzenia Rzymu. Centralnym twierdzeniem dzieła jest , iż długości życia nie można mierzyć
długością lat: Czemu żalimy się na
naturę? Postąpiła ona z nami łaskawie: życie jest długie, jeżeli się umie z
niego korzystać [Seneka, 1987, s. 209]. Jeśli przyjrzymy się dokładniej
temu zdaniu nie umknie nam uwagi nawiązanie do stoickiej etyki i kultu natury.
Jednym z osiągnięć omawianej tu idei, jest jak pisał Tatarkiewicz kult natury. Natura jest rozumna, harmonijna, boska.
Największą, więc doskonałością człowieka jest dostosowanie się do tej
powszechnej harmonii. Życie powinno być przede wszystkim zgodne z naturą samego
człowieka[Tatarkiewicz, 2005, s.
148]. Skoro śmierć jest wpisana w naturę ludzką nie pozostaje nam nic
innego jak: Przez całe życie należy uczyć
się żyć i – co może jeszcze bardziej cię zdziwi – przez całe życie należy się
uczyć umierać [Seneka, 1987, s. 217].
Filozofia
stoicka na pierwszym miejscu stawiała uniezależnienie się od
zewnętrznych okoliczności, które przeszkodziłyby nam w osiągnięciu cnoty,
czyli szczęścia. Cnota utożsamiana była
zazwyczaj z rozsądkiem, wiedzą i rozumem. Aby
wszystko mieć, trzeba się wszystkiego wyrzec. Ten jest mędrcem, kto tego dokona
[Tatarkiewicz, 2005, s. 148]. Być może, dlatego Seneka tak cenił tych
wszystkich ludzi, którzy żyli zgodnie z zakładanymi ideami: Życie mędrca rozciąga się bardzo szeroko,
nie podlega ono tym samym ograniczeniom, co inni ludzie: on jeden jest wolny od
praw władających rodzajem ludzkim, wszystkie wieki są mu posłuszne, podobnie
jak Bogu. Przemija pewien czas? Ogarnia go więc wspomnieniem. Nadchodzi?
Korzysta z niego. Ma dopiero nadejść? Uprzedza go. Mędrzec przedłuża swe życie
łącząc wszystkie czasy w jedną całość [Seneka, 1987, s. 225]. Ideałem do,
którego stoicy dążyli był ideał mędrca, który żyje zgodnie z naturą, rozumnie,
cnotliwie i jest wolny. Osoba taka cnotę uważała za jedyne dobro, poza cnotą do
szczęścia nic nie potrzeba. Wszelkie inne rzeczy takie jak bogactwo, siła,
uroda, zaszczyty, zdrowie i życie – powinny być dla nas obojętne. Nie powinny
budzić w nas pożądania. Prawdziwy mędrzec nie zwraca na nie uwagi i jest
zupełnie niezależny. Seneka pisze: Przebadaj
cały czas życia ludzi zajętych, przyglądnij się, jak długo prowadzą rachunki,
jak długo przygotowują zasadzki, jak długo się boją, jak długo nadskakują
innym, jak długo im samym się nadskakuje, ile czasu zajmują im własne i cudze
sprawy sądowe, ile czasu zabierają im uczty, które już same są obowiązkami, a
zobaczysz, do jakiego stopnia ich własne sukcesy i klęski nie pozwalają im
znaleźć chwili wytchnienia [Seneka, 1987, s. 215]. Celem życia moralnego
powinna być apatia, czyli beznamiętność – wyzbycie się zawiści, pożądliwości,
smutku i obawy. Nigdy nie zabraknie
powodów do niepokoju pochodzących bądź z powodzenia, bądź z niepowodzenia.
Życie schodzi nam na zajęciach: nigdy nie skorzystamy z wypoczynku, zawsze
będziemy tylko pragnęli [Seneka, 1987, s.225].
W tej krótkiej rozprawie o krótkości
życia zawarł Seneka podstawowe prawdy etyki stoickiej. Ponieważ z życiem
ludzkim związany jest upływ czasu i w konsekwencji śmierć, musimy maksymalnie
wykorzystać dane nam istnienie. Nie możemy go zmarnować, trwoniąc go, nie
możemy stać się szaleńcami lecz mędrcami.
Bo właśnie mędrców nie dotyczy upływ czasu, bo to właśnie oni potrafią
wykorzystać nawet krótkie życie - dobrze. Poprzez poszukiwanie mądrości, czyli
cnoty, osiągają szczęście. Ten dar czyni ich nieśmiertelnymi. Kto
każdą chwilę obraca na swój użytek, kto każdy dzień układa jakby swój dzień
ostatni, ten ani nie pragnie jutra, ani się go nie lęka [Seneka, 1987,
s.217]. Śmierć zatem nie jest zła jeśli prowadzi nas do poznania siebie i osiągnięcia
dobra. Ostrze krytyki wymierzone jest w ludzi, którzy nie dostrzegają wartości
jakie mogą ubogacić ich życie. Seneka przestrzega: Jakże późno zaczynać życie, kiedy należy je kończyć! Jakież to głupie
zamroczenie ludzi odkładać zbawienne plany na pięćdziesiąty, a nawet
sześćdziesiąty rok życia i chcieć rozpoczynać życie w takim wieku, jaki tylko
niewielu osiągnęło[Seneka, 1987, s.211].
Seneka
był reprezentantem młodszej szkoły
stoickiej, która rozwijała się w Rzymie w okresie Cesarstwa i była ostatnią
ostoją owej doktryny. Filozof skupiał się głównie na zagadnieniach etycznych i
wiele jego spostrzeżeń może być przydatnych i w naszych czasach. Czy możemy
zaczerpnąć z owej mądrości? Czy pozwolimy sobie na zatrzymanie się w pędzie do
osiągnięcia sukcesu? Może czas pogodzić się ze śmiercią, starością i uświadomić
sobie, że sens życia ludzkiego nie leży w ilości, ale w jakości. Może dzieła
Seneki pozwolą nam na nabranie dystansu do siebie i otaczającego nas świata?
Bibliografia:
Lucjusz Anneusz Seneka, Myśli, przeł. Stanisław Stabryła,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987;
Władysław Tatarkiewicz, Historia Filozofii, Wydawnictwo Naukowe
PWN, Warszawa 2005, t.1;
02:13 | | 0 Comments
Richard Dawkins Bóg urojony
(Anna J)
Od
dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem przeczytania czegoś Dawkinsa, na którego nazwisko co i rusz się natykałam –
głownie przy podczytywaniu dyskusji nt. sensu i bezsensu wiary. Dawkins
traktowany był tam jako guru ateistów i otoczony ogromnym szacunkiem. Z czystej
ciekawości sięgnęłam po najsłynniejsze chyba jego dzieło, Bóg urojony, by przekonać się osobiście, jak wygląda rozprawa z
religią i wiarą, dokonywana przez tak inteligentnego i znanego interlokutora.
No
cóż… Przyznam szczerze, że dawno nie byłam tak rozczarowana po lekturze. Sposób
pisania nużył mnie, argumenty były mało wyszukane, a opierały się głównie na
założeniu, że każdy wierzący to analfabeta i prostak, za to ateiści to godni
szacunku intelektualiści, którzy pojęli WIELKĄ PRAWDĘ – że Boga nie ma. Właśnie
to raziło mnie najbardziej i zniechęcało do dalszej lektury: brak szacunku,
który wręcz wylewał się z kartek tej książki. Zaczęłam czytać ją bez uprzedzeń,
powodowana ciekawością i z pewną ekscytacją wyczekiwałam argumentów godnych
przemyślenia i rozważenia (choćby w jakiejś filozoficznej
dyskusji ze znajomymi). Otrzymałam zbiór opowiastek, które na każdym kroku pokazują intelektualną
różnicę między wierzącymi (teoretycznie Dawkins pisze o wszystkich religiach,
lecz najczęściej odnosi się do chrześcijan) a ateistami, zawsze na korzyść tych
ostatnich.
Dla
mnie Bóg urojony i Richard Dawkins to
marka przereklamowana; za mało treści w stosunku do oczekiwań, jakie miałam.
Czy to czas zmarnowany? Niekoniecznie. Zgadzam się z jednym twierdzeniem
Dawkinsa, że nie ma dzieci muzułmańskich czy chrześcijańskich, są dzieci
muzułmańskich/ chrześcijańskich rodziców. Zbyt mocno oceniamy innych poprzez
pryzmat ich wiary (lub jej braku), natomiast powinniśmy patrzeć wyłącznie na
tom jakim kto jest człowiekiem. Drugą korzyścią dla mnie jest moja mała
refleksja: ateiści, aby udowodnić, że mają rację głosząc brak Boga, muszą wręcz
atakować wierzących i udowadniać na każdym kroku, że wiara jest równoznaczna z
brakiem inteligencji. Nie jest to merytoryczna argumentacja, a taka postawa
ateistów sprawia jedynie, że dla mnie nie będą partnerami do dyskusji – cóż to
za rozmowa, gdy jedna strona z założenia nie szanuje drugiej?
02:11 | | 0 Comments
Persepolis i wizerunek kobiety w Teheranie
(Anna J)
Persepolis to film oparty na rzeczywistych
przeżyciach Marjane Satrapi, Iranki, żyjącej w Teheranie podczas rewolucji i
powstania nowego reżimu. To film opowiadający o wojnie, wzniosłych ideałach,
rewolucji islamskiej, prześladowaniach „wrogów systemu” widzianych oczyma
dziecka (podczas obalania Szacha Marjane miała około 6 lat). Poznajemy jej
dalsze losy: wyjazd do Europy, do austriackiego liceum i kłopoty z
odnalezieniem siebie (między innymi przez niemożność nawiązania bliższych
kontaktów ze zblazowanymi Europejczykami), nagły powrót do Teheranu po porażce
uczuciowej, kolejna próba znalezienia swojej tożsamości – w tym poprzez
nieudane małżeństwo – i podjęta świadomie ponowna migracja, tym razem do
Francji.
Marjane to nie tylko kobieta z Teheranu, która opowiada nam swoją
historię, to również córka gorliwych marksistów, a także wnuczka ostatniego władcy
Iranu. To wszystko sprawia, że na bohaterce w pewien sposób ciąży
odpowiedzialność, by sprostać rodzinnym tradycjom: nie dać się stłamsić
systemowi (szeroko pojętemu), być wiernym sobie i swoim ideałom, pamiętać o
rodzinie i być dumnym ze swojego pochodzenia. Rodzinne zobowiązania najbardziej
uwidaczniają się, gdy Marjane po raz pierwszy opuszcza Teheran i wyjeżdża do
europejskiego liceum. Bardzo długo nie potrafi odnaleźć się wśród młodych
ludzi, znudzonych życiem, bogactwem i samą nauką. Marjane ma za sobą wojnę,
widok śmierci wielu niewinnych, pamięta o swoim wuju, który został uwięziony i
zabity niemal zaraz po obaleniu Szacha. Jednak pragnie również akceptacji,
dlatego mówi do zaczepiającego ją chłopaka, że jest z Francji. Ta sytuacja jest
wyjątkiem w życiu bohaterki, można powiedzieć nawet, że to punkt zwrotny – po
zdradzie swojej ojczyzny, swojego pochodzenia, swoich przodków, nie można
zrobić nic gorszego. Dlatego następnym razem Marjane głośno i w pewien sposób wyzywająco mówi, że pochodzi
z Iranu. Zaczyna czuć się dumna ze swojego pochodzenia, ze swojej historii i
odmienności. Ale to dopiero początek odkrywania siebie: zawody miłosne, powrót
do domu i depresja, bardzo młode zamążpójście (dziewczyna ma 20lat,kiedy
poślubia kolegę ze studiów), długie rozmowy z babcią, narastające poczucie
wyobcowania sprawiają, że Marjane musi podjąć decyzję, co zrobić z dalszym
życiem. Świadomie wybiera ucieczkę z Teheranu: wyjazd do Francji.
Persepolis to film animowany,
co dla wielu może być wadą, ponieważ forma niezbyt pasuje do treści. Uważam
jednak, że jest wręcz przeciwnie: pierwowzorem dla filmu był autobiograficzny
komiks Satrapi[1], który też może wydawać
się być nieodpowiednią formą dla ważnych tematów[2]. Komiks
sprostał wyzwaniu, czego rezultatem jest powstanie filmu Persepolis. Jestem zdania, że czasem warto korzystać z innej formy
przekazu, by: po pierwsze, łamać zastane schematy wyrazu w sztuce, po drugie –
poprzez łamanie tych schematów wywierać silniejsze wrażenie na odbiorcach.
Powiedzmy sobie szczerze, czy gdyby Persepolis
był klasycznym filmem fabularnym, wywarłby na odbiorcach aż takie wrażenie?
Podejrzewam, że nie. Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum poświęcone filmom i
poczytać dyskusje o samej formie Persepolis:
dochodzi wręcz do kłótni, czy animacja to dobry czy zły pomysł w przedstawianiu
takich właśnie historii. Dla mnie animacja ma jeszcze jedną zaletę, poprzez
nieco spłyconą formę można skupić się bardziej na treści i na przekazie filmu.
Dobór kolorów, a raczej palety szarości, również jest pomysłem wręcz genialnym.
Kolory nie rozpraszają przy oglądaniu, a szarość filmu sprawia, że pewne sceny
nabierają wyjątkowej ostrości i głębi (np. wizyta u wujka w więzieniu). Jest
godne zauważenia, że kolory pojawiają się dopiero w scenach, gdy Marjane
przylatuje do Francji. Można stwierdzić, że to pojawienie się barw ma znaczenie
symboliczne – bohaterka podejmuje decyzję o wyjeździe świadomie, kiedy wie, kim
jest i nie wstydzi się tego. Barwy pojawiają się, ponieważ Marjane wreszcie
odkryła siebie.
Na mnie Persepolis wywarł
ogromne duże wrażenie. Przede wszystkim jest to dobrze zrobiony film,
trzymający w napięciu przez cały czas trwania. Ponadto opowiadana historia,
historia, która zdarzyła się naprawdę, sprawia, że trudno się oderwać od
ekranu. Bardzo spodobało mi się pokazanie losu irańskich kobiet w przeciągu
dobrych kilku lat. Marjane zaczyna swoją opowieść chwilę przed obaleniem
Szacha: widzimy jej matkę, energiczną i samodzielną wykształconą kobietę, która
dla męża jest pełnoprawną partnerką. Poznajemy też babcię bohaterki,
najważniejszą dla niej osobę. Babcia wygłasza swoje odważne poglądy, nie boi
się doradzać wnuczce, by ta żyła zgodnie ze swoimi pragnieniami, nawet jeśli te
nie są zgodne z oficjalnymi poglądami władz państwa po rewolucji religijnej. To
dzięki babci Marjanne ma siłę walczyć o siebie, o swoją godność i niezależność.
W trakcie rewolucji możemy zaobserwować, jak zaczyna zmieniać się ranga
kobiety w Teheranie – kobiety zaczynają nosić chusty zasłaniające włosy,
zaczynają być traktowane jak osoby gorszej kategorii, mężczyźni mogą je
bezkarnie lekceważyć. Po nastaniu nowych rządów jest jeszcze gorzej, zaczyna
panować religijny terror, nie ma miejsca na wyrażanie swoich poglądów przed
kobiety, niezależnie od tego czy są wykształcone czy nie.
Po kilkuletniej przerwie Marjane wraca do rodziny i z jej opowieści
zauważamy, że praktycznie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi traktowanie kobiet - nie mogą się malować, chodzić w zbyt
wyzywających ( odsłaniających ciało)ubraniach, nie mogą nawet spotykać się z
mężczyznami, jeśli to nie ich rodzina. Nawet babcia wyraża swoje opinie w
bezpiecznym zaciszu domu, ponieważ zdaje sobie sprawę, że pewne sądy mogą być
niebezpieczne. Ale można zaobserwować tu „luźniejsze” podejście rodziny
bohaterki do niektórych kwestii: kiedy Marjane wraca z Europy, w rozmowie z
kuzynkami przyznaje się, ze nie jest już dziewicą. Zgodnie z naszymi
oczekiwaniami takie wyznanie powinno dać w rezultacie oburzenie, prawie
ukamienowanie, natomiast w filmie kuzynki tylko śmieją się i z pewnym podziwem patrzą
na obytą w świecie Marjane.
W zasadzie pojawia się pewna ciekawa kontra – media pokazujące losy kobiet
w krajach muzułmańskich skupiają się na tych biedniejszych, mniej
wykształconych i zależnych niemal wyłącznie od mężczyzn, w Persepolis natomiast kobiety, nawet po rewolucji, mają prawo głosu
na równi z mężczyznami, są przez nich szanowane i doceniane. Przez taką a nie
inną sytuację rodzinną Marjane może zaprotestować podczas wykładów przeciw
nierównemu traktowaniu studentów i studentek, może podejmować sprytne próby
„obejścia” systemu, aby móc nosić seksowne ubrania i chodzić w makijażu. Marjane
wychodzi za mąż za kolegę ze studiów, który nie jest tyranem, nie bije żony,
nie staje się autorytarnym panem i władcą.
Trzeba tu także podkreślić, że rodzice nawet nie podejmują prób, by narzucić córce
swoje zdanie. Zdarzyło się tak tylko raz, kiedy wysłali ją do europejskiego
liceum, choć mieli na celu zapewnić dziewczynce bezpieczeństwo i szansę na
lepszą przyszłość. Wszelkie późniejsze decyzje bohaterka podejmuje na swoją
odpowiedzialność, choć nie zawsze z głośną akceptacją rodziny. Wie jednak, że
bez względu na to, co się może stać, jej oparciem będą najbliżsi. To jest dla
mnie najważniejsze przesłanie tego filmu: bez względu na to, gdzie jesteśmy i
kim jesteśmy, osiągniemy każdy cel, zrealizujemy każde zadanie tylko dzięki
świadomości, że zawsze znajdzie się ktoś bliski, kto nam pomoże czy doda
otuchy. Marjane pod koniec filmu staje się silną, niezależną kobietą, ponieważ
odkrywa tę banalną prawdę; to daje jej siły, by ponownie zawalczyć o swój lepszy
los w państwie europejskim.
00:18 | | 1 Comments
O nadziei. Mimo wszystko
(Karolina Napiwodzka)
Kto z nas nie spotkał się w ciągu minionych tygodni ze słowem „kryzys”?
Jest ono na tyle popularne, że chyba trudno poruszać się po obszarach życia
społecznego, aby się z nim nie zetknąć.
Oczywiście w naszej prywatności również ma swoje stałe miejsce. Lecz czym właściwie jest kryzys? Czy każde załamanie
musi prowadzić do depresji? A może powinno być pretekstem do zmiany stylu
życia? Chyba że to tylko przystanek w drodze i zadaniem, będącym w zasięgu
możliwości człowieka jest uczynić go pożytecznym
dla całościowego doświadczenia i późniejszych trudności i zmagań?
Między innymi od tych zagadnień wychodzi Tomáš Halík, czeski filozof i
teolog w książce Drzewo ma jeszcze
nadzieję. Z jego ułożonych w logiczną całość, pełnych literackiego wyrazu
refleksji wynika, że nadzieja ma w naszym życiu rolę o wiele większą, niż się
tego spodziewamy. Książka nie jest oczywiście próbą uzupełnienia podręczników
psychologii czy tajemniczym zbiorem cennych rad dotyczących radzenia sobie z
problemami codziennego życia. Halík podchodzi do tematu z perspektywy wiary i
teologii chrześcijańskiej, ale dysponuje przy tym wszechstronną wiedzą i
przyjmuje filozoficzne nastawienie ciągłego poszukiwania. Nie chce dzielić się
z czytelnikiem gotowym przepisem na najlepsze „gospodarowanie nadzieją” i
sposobami pokonywania różnorakich kryzysów lecz, razem z czytelnikiem, przechodzi
pewną drogę. Stanowi to niewątpliwie zachętę dla osób, które na chwilę obecną z
różnych względów nie widzą dla siebie miejsca w gronie chrześcijan.
Autor podsuwa dyskretnie słówko może
jako to, które powinno być obecne w każdej odpowiedzialnej refleksji. Wskazuje,
że na płaszczyźnie zarówno intelektualnej debaty jak i „rozmowy z samym sobą” o
sprawach najważniejszych, podejście fundamentalistyczne jest wielkim
niebezpieczeństwem. Nie boi się odważnych hipotez i docierania do argumentów z
różnych źródeł. Pojawiają się prowokacyjne pytania, takie jak „Do czego
potrzebujemy Boga?” czy dlaczego powinniśmy patrzeć sceptycznie na zjawisko
wielkiego „powrotu religii”. Padają również trafne, niekiedy zdumiewające
pomysły odpowiedzi. Sam Bóg przedstawia się jako Tajemnica, która dla rozumu
stanowi wyzwanie bez zakończenia, natomiast dla serca miejsce pojawienie się
życiodajnej nadziei. W tle figuruje niezwykle osobista, lecz nie nachalna
interpretacja Księgi Hioba ( to właśnie z tej księgi Biblii zaczerpnięty jest
tytuł książki).
Zajmujący jest także rodzaj diagnozy wystawionej przez Autora
współczesnemu Kościołowi katolickiemu oraz szersze spojrzenie na społeczeństwo
ostatnich lat, z uwzględnieniem subtelnych, lecz dających wiarygodne podłoże,
własnych przemyśleń i doświadczeń. Halík znajduje w swojej książce miejsce zarówno
dla rzeczy, które karmią nas na co dzień jak i tych przywoływanych „od święta” jako ratunek, pomoc czy pomysł na
życie. Tym, co moim zdaniem, powinno zaciekawić w sposób szczególny jest,
poruszone przez Autora, zagadnienie współistnienia realnego zła obok nieskończenie
dobrego i wszechmocnego Boga. Zaintrygowanych próbą odpowiedzi, która wydaje mi
się wielce wiarygodna w kontekście naszej współczesności pozostaje oczywiście
zaprosić do lektury. Dla mnie była ona niezwykle pozytywnym doświadczeniem, na
pewno zachęcającym do sięgnięcia po inne
publikacje tego filozofa i teologa.
00:16 | | 0 Comments
Oriana Fallaci – recenzje
(Anna J)
Siła rozumu i Wywiad z samą sobą. Apokalipsa to dwie książki z cyklu poświęconego
kwestii islamizacji Europy. Pierwszą część stanowi Wściekłość i duma, pierwotnie duży artykuł opublikowany w Corriere della Serra. W ostrych słowach,
nie bawiąc się w polityczną poprawność, Fallaci przedstawia sytuację
współczesnej Europy stojącej w obliczu zalewu muzułmańskich imigrantów. Dwie
tezy przewijają się przez wszystkie te dzieła: nie można mówić o umiarkowanym
islamie, ponieważ coś takiego nie istnieje; polityka wielokulturowości i
tolerancji zachodnich elit kulturalnych powodują, że imigranci nie przyjmują
zachodnich zasad życia (nie asymilują się i nie mają takiego zamiaru, żyjąc w
swoich gettach i własnym środowisku) oraz gardzą cywilizacją zachodnią, nie
wahając się okazywać przeciw niej otwartej wrogości.
Dziennikarka
nie poprzestaje na postawieniu tak kontrowersyjnych dla czytelnika tez: opisuje
zbrodnie, jakich się dopuścili muzułmanie (zarówno imigranci, jak i ludzie
związani z organizacjami terrorystycznymi), podaje nazwiska, daty, fakty znane
szeroko pojętej opinii publicznej; pojawiają się brutalne i bardzo szczegółowe
opisy mordów, jakie muzułmanie dokonywali na Europejczykach (dla Oriany
najbardziej bulwersujący w tych mordach jest fakt, że są nagrywane i emitowane
przez stacje telewizyjne oraz dostępne na czarnych rynkach). Dodatkowo pada
zarzut (powtórzony kilkakrotnie) o bierności sił politycznych, zwłaszcza
włoskich, w kwestiach związanych z muzułmańskimi imigrantami. Fallaci opisuje,
że dla wyznawców islamu zmieniane są przepisy, aby mogli uczestniczyć w swoich
świętach, naginane jest prawo, aby umożliwić im życie zgodne z ich regułami i
zasadami – przykładem jest żyjący we Włoszech muzułmanin posiadający zgodnie z
prawem koranicznym dwie żony, co jest sprzeczne z prawem włoskim. Mimo
powszechnej wiedzy o tym, że ów imigrant łamie prawo, nikt nie zamierza nawet
go ukarać – dziennikarka szydzi, że Europa źle zrozumiała, co to znaczy być
tolerancyjnym dla innych kultur i wyznań. Jest to jeden z wielu przykładów
takiej chorej tolerancji (inne działania to: brak sprzeciwu wobec obrzezania
dziewcząt, dopuszczanie do dyskryminujących zachowań wobec kobiet, brak reakcji
na groźby islamskich przywódców skierowane wobec Zachodu).
Sama
Fallaci wielokrotnie była atakowana za rasistowskie teksty, za podżeganie do
nienawiści rasowej oraz za opisywanie rzeczy „niezgodnych z faktami”. W Wywiadzie wspomina, jak po Sile rozumu została określona przez
włoską prasę i włoskich polityków mianem „jebana Oriana”. Choćby ze względu na
to należy zapoznać się z jej tekstami. Warto to zrobić również z innych
względów, na przykład dla spojrzenia na kwestię islamizacji Europy z innej
perspektywy. Fallaci wydawała ostre sądy, niemniej jednak skłaniają one do
myślenia, do samodzielnego przyjrzenia się problemowi imigracji w Europie oraz
do refleksji, jakie mogą być konsekwencje nadmiernej tolerancji wobec innych
kultur – tolerancji jednostronnej, nie zapomnijmy.
List do nienarodzonego dziecka i
Penelopa na wojnie to teksty Fallaci, po które sięgnęłam
na fali zachwytu po przeczytaniu Siły
rozumu oraz Autobiografii. Byłam
zaskoczona zarówno formą, jak i tematyką. Nie są to dzieła poświęcone polityce
czy islamizacji, są to powieści – intrygujące, pełne interesujących przemyśleń.
List to powieść, w
której główna bohaterka – dziennikarka, zachodzi w ciążę i ku zdziwieniu
otoczenia postanawia urodzić dziecko. Dlaczego wywołuje to zdziwienie?
Bohaterka jest kobietą samotną, jako dziennikarka prowadzi nerwowy i
nieregularny tryb życia, jest w trakcie budowania swojego nazwiska i swojej
renomy. Wszyscy, z przyjaciółką i rodzicami na czele zdają się oczekiwać na
decyzję o aborcji. Tymczasem bohaterka-narratorka pisze do dziecka liściki,
ostrzega przed niebezpieczeństwami świata, jednocześnie zachęcając do narodzin
i do walki o to, by ten świat stał się lepszym. Nie zdradzę zakończenia,
ponieważ liczę, że ktoś może sięgnie po tę książkę. Z ciekawostek dodam, że
powstała, gdy Oriana straciła swoje dziecko (poronienie), jest to więc powieść
bardzo osobista, dotykająca najbardziej intymnych spraw.
Penelopa na wojnie zmyliła mnie
tytułem. Spodziewałam się zbeletryzowanego reportażu o przeżyciach Fallaci jako
korespondentki wojennej, otrzymałam powieść quasimiłosną.
Główna bohaterka, Gio (skrót od Giovanni) wyjeżdża do Nowego Jorku, by napisać
scenariusz do nowego filmu. Dla niej jest to w pewnym sensie podróż marzeń –
podczas wojny, gdy Gio miała 12 lat, w jej domu schroniło się dwóch
amerykańskich żołnierzy; w młodszym z nich, Richardzie, Gio się zakochała. Dziewczyna
zatrzymuje się u swojej przyjaciółki i poznaje nocną stronę NY, stronę bardziej
rozrywkową. W jednym z lokali spotyka swoją dziecięcą miłość, Richarda – o
którym myślała, że zginął podczas wojny (taką też dostała informację).
Poznajemy uczucia Giovanny do Richarda, wahania Richarda do odwzajemnienia
tychże; pojawia się Bill jako swoistego rodzaju katalizator, jedyny, który jest
świadomy całej sytuacji. Gio dojrzewa, uczy się podejmować decyzje i ponosić
ich konsekwencje, odróżniać miłość od litości czy też dziecięcej fascynacji.
Richard stara się odciąć od wpływu matki na swoje życie. A Bill? Bill
obserwuje, doradza, wyjaśnia…jednocześnie wzbudzając w Giovannie uczucie, do
którego przyznaje się ona znacznie później.
Od
razu zaznaczę, że nie jest to lovestory
ze szczęśliwym zakończeniem. Nie zapominajmy, kto jest autorem. Gio wraca do
Włoch, zmieniona i gotowa walczyć o uczucie. Niestety, uznaje, że aby uczucie
mogło zaistnieć, niezbędna jest brutalna szczerość, czym – paradoksalnie – owo
uczucie zabija. Jednak zakończenie jest pozytywne: dziewczyna nie załamuje się,
ponieważ otrzymała nauczkę, że w życiu i w miłości trzeba postępować jak na
wojnie, być ostrożnym, czujnym i działać, ponieważ bycie czekającą, bierną
Penelopą nie przynosi nic prócz zawiedzionych nadziei.
00:15 | | 0 Comments
Brzytwa Ockhama
(Aleksander Ziemny)
Zarys historyczny
Kontekst,
w którym należy omówić pojęcie Brzytwy Ockhama w średniowieczu, to przede
wszystkim problem o status istnienia powszechników[1]
czy też pojęć ogólnych. Scholastyczna interpretacja zainspirowana była głównie
Arystotelesem i jego interpretatorami, przyjmowała umiarkowany realizm –
doktryna ta była oficjalnym stanowiskiem Kościoła rzymskokatolickiego i na
takich założeniach były budowane dogmaty. Tendencje nominalistyczne występowały
już od XI wieku, jednakże dopiero w XIV wieku za sprawą Wilhelma Ockhama nurt
ten przerodził się w poważną krytykę scholastycznego realizmu[2].
Ockham,
który włączył się w niekończący spór o uniwersalia, jako pierwszy sprecyzował
pojęcie ekonomii myślenia w odniesieniu do wyznawanego przez siebie skrajnego
nominalizmu – głoszącego, że żadne pojęcia ogólne (idee) per se nie istnieją realnie, a są to jedynie nazwy ogólne[3]
(gatunkowe) – wyodrębnienie tej kategorii nazw pochodzi od Arystotelesa,
jednakże dużą zasługą Ockhama jest właśnie nominalistyczne potraktowanie pojęć
– nie jako istniejących: bytów, w bytach lub w umysłach (nominalizm
umiarkowany), lecz jako kategorii językowych.
Radykalny
nominalizm Ockhamowski był w ciągłej opozycji do realistycznego podejścia
scholastyków, którzy twierdzili, iż pojęcia ogólne odpowiadają realnym
kategoriom ontologicznym – tzn., że pojęcie Człowiek
oznacza pewną realnie istniejącą idee człowieka
w ogóle, różnego od człowieka jednostkowego (w Platońskiej wersji skrajnego
realizmu zakładano istnienie zupełnie niezależne przedmiotów ogólnych, w
umiarkowanej – Arystotelesowskiej – istnienie przedmiotów ogólnych wewnątrz bytów
jednostkowych[4]).
Za
Richardem Heinzmannem, podaję pojęcie brzytwy sformułowane przez Wilhelma
Ockhama:
Bez konieczności nie należy zakładać wielości. Na darmo dzieje się za pośrednictwem
wielości to, co może dokonać się przez mniejszą ilość.[5]
Z owej
właśnie zasady metodologicznej wynikała Ockhamowska krytyka realnego istnienia
powszechników, jak zostało wcześniej zasygnalizowane: przyjmował on, że terminy
(nazwy) ogólne oznaczają nie rzeczy ogólne, istniejące, ale indywidua – w takim
ujęciu nazwa Człowiek nie jest
kategorią ontologiczną, lecz językową, oznaczającą, w tym wypadku, gatunek
ludzki, do którego kwalifikuje się każdy jednostkowy byt, nazywany człowiekiem.
Oprócz
nominalizmu i metody Ockhama, również jego intuicjonizm i sceptycyzm okazały
się silnym bodźcem dla rozwoju nauk (Kołakowski akcentuje znaczenie
ockhamowskiej filozofii dla późniejszego rozwoju pozytywizmu oraz
neopozytywizmu, które to doktryny przyjąwszy skrajną, ockhamowską, wersję nominalizmu
oraz zasadę ekonomii myślenia, odrzucały terminy metafizyczne – w tym
religijne, uznawane za nieposiadające odniesienia przedmiotowego[6])
oraz bardzo krytycznej recepcji teologii scholastycznej. Sceptycyzm Ockhama
przejawiał się głównie wobec dogmatyki, metafizyki i teologii katolickiej –
zakwestionował szczególnie klasyczną Arystotelesowską zasadę przyczynowości
(zakładającą pierwszą przyczynę), w połączeniu z jego intuicjonizmem, który
można scharakteryzować jako bardzo wczesna postać empiryzmu, doprowadziły w
filozofii ockhamowskiej do całkowitego odrzucenia rozumowej, racjonalistycznej,
teologii scholastycznej na rzecz fideizmu – przyjmował dogmaty wyłącznie na wiarę,
bez prób dowodzenia ich[7].
Poznanie intuicjonistyczne polega zasadniczo na poznaniu rzeczywistości zarówno
zmysłowo, jak i intelektualnie, a poznaniu temu podlegają wyłącznie przedmioty
jednostkowe (abstrakcja ma miejsce jako swego rodzaju generalizacja językowa,
ale nic ponadto)[8].
Te
rozważania nadały szczególnego rodzaju legitymizacje dla zapoczątkowania
empirycznych badań naukowych, które miały abstrahować od istnienia bytów
idealnych (współcześnie teza ta jest co najmniej dyskusyjna, ale w średniowieczu
pozwoliło to na powolne odżycie badań empirycznych). Ponadto Ockham dał
badaczom użyteczne narzędzie metodologiczne w postaci swojej Brzytwy, która do
dziś jest w sposób mniej, lub bardziej świadomy, wykorzystywana do krytycznej
analizy nowych hipotez naukowych.
Znaczenie Brzytwy Ockhama w
naukach przyrodniczych
Brzytwa
Ockhama ma dwa zasadnicze sformułowania: z historycznego punktu widzenia,
samemu Ockhamowi, służyła do oddzielenia prawd wiary, od prawd empirycznych i
wyeliminowaniu pojęć ogólnych, uznanych przez niego za nierealne, co zostało
poruszone wcześniej. Bardziej współczesną interpretację można sformułować jako:
nie twórz nowych czynników (szerokie
rozumienie czynników - zależne do
jakiej dziedziny nauki zasada zostanie odniesiona) jeżeli nie istnieje taka potrzeba, a jeżeli już, to udowodnij najpierw
ich potrzebę. Ta druga, bardzo luźna, interpretacja zdaje się być przydatna
dla rozważenia poniższych problemów.
Ockhamowska
zasada ekonomii myślenia współcześnie służy jako jedno z narzędzi krytycznych w
naukach przyrodniczych – nie należy jej uznawać za metodę niezawodną. W
historii nauki, z kontekstu różnych odkryć naukowych da się wywnioskować, że
była używana nader często przy odrzucaniu nowych odkryć, wydawałoby się zbyt
pochopnie. W tym duchu warto rozważyć stosunkowo ciekawe wykorzystanie tej
zasady.
Interesująco
przedstawia się interpretacja XIX. wiecznego postulatu o istnieniu eteru (jako
ośrodka w którym rozchodzić by się miały fale elektromagnetyczne, a przede
wszystkim szczególny ich rodzaj: światło) z perspektywy Brzytwy Ockhama. W
tamtym okresie dominującym przekonaniem w fizyce było, iż światło jest
wyłącznie falą, natomiast z ówczesnej wiedzy wynikało, iż każda fala do
rozchodzenia wymaga pewnego ośrodka materialnego. W celu wyjaśnienia
rozchodzenia się fal świetlnych powstała zatem hipoteza eteru (definitywnie
odrzucona dopiero w XX. wieku dzięki sformułowaniu szczególnej teorii
względności Einsteina) – w skrócie teoria eteru przyjmowała, że przestrzeń we
Wszechświecie wypełniona jest pewnym specyficznym, sprężystym rodzajem materii
(eterem), w którym miały rozchodzić się fale elektromagnetyczne takie jak
światło – miało to niezwykle poważne implikacje, ponieważ wynikało z tej teorii,
iż we Wszechświecie istnieje pewien absolutny układ odniesienia, względem
którego wszelkie zjawiska we wszechświecie można badać. W 1881r. fizyk Albert
Michelson oraz chemik Edward Morley, opracowali niezwykły eksperyment[9],
który w założeniu miał potwierdzić teorię eteru – okazało się coś absolutnie
odwrotnego. Z przeprowadzonego eksperymentu wynikało, iż taki absolutny ośrodek
materialny nie może istnieć. Mimo tego odkrycia hipotezę eteru utrzymywano i
próbowano przeformułować aby odpowiadała doświadczeniu. Jednym z powodów nie
odrzucania koncepcji eteru był brak alternatywnego wyjaśnienia, które byłoby w
stanie wytłumaczyć falową naturę światła[10]
(teoria korpuskularna była dla ówczesnych fizyków niezwykle egzotyczna, teoria
korpuskularno-falowa została sformułowana dopiero w latach 20. XX. wieku, a
fizyka inna niż Newtonowska była nie do pomyślenia)[11].
Zakończenie
Brzytwa Ockhama w nominalistycznej refleksji w
okresie średniowiecza, była narzędziem niezwykle użytecznym, pozwalającym w rozsądny
sposób uzasadnić nominalistyczny punkt zapatrywania na powszechniki.
Przeformułowana w współcześnie spełniała już inne funkcje, bardziej w tle i
implicite zawarte w rozważaniach nad odkryciami naukowymi, ale nadal dawała się
dostrzec jako taka metoda, która podtrzymywała zdrowy sceptycyzm naukowy.
W drugiej połowie XX. wieku, wraz z szybkim
rozwojem elektroniki, powstaniem komputerów, Ockhamowska brzytwa znalazła swoją
niezwykle istotną niszę jako nieformalna zasada, wspomagająca tworzenie
programów oraz zapewniająca im prostotę i jest z powodzeniem wykorzystywana w
praktyce programistycznej do dzisiaj.
Bibliografia:
1. Murawski,
Roman (1995). Filozofia matematyki
(ss. 165, 166). Wydawnictwo PWN.
2. Kołakowski,
Leszek (2009). Filozofia pozytywistyczna (ss.
20). Wydawnictwo PWN.
3. Heinzmann,
Richard (1999). Filozofia średniowieczna,
przeł. Piotr Domański (ss. 242, 244-245). Wydawnictwo Antyk.
4. Kotarbiński,
Tadeusz (1985), Spór o uniwersalia [w:]
Wykłady z dziejów logiki (ss. 52, 56).
Wydawnictwo PWN.
5. Tatarkiewicz,
Władysław (2009). Historia filozofii
tom I (ss. 338, 341). Wydawnictwo PWN.
6. Bryson,
Bill Krótka Historia prawie wszystkiego,
roz. „8. Wszechświat Einsteina”
[1]
Murawski, Roman (1995). Filozofia
matematyki (ss. 165). Wydawnictwo PWN.
[2]
Kołakowski, Leszek (2009). Filozofia
pozytywistyczna (ss. 20). Wydawnictwo PWN.
[3] Murawski,
Roman (1995). Filozofia matematyki
(ss. 166). Wydawnictwo PWN.
[4]
Kotarbiński, Tadeusz (1985), Spór o
uniwersalia [w:] Wykłady z dziejów
logiki (ss. 52). Wydawnictwo PWN.
[5] Heinzmann,
Richard (1999). Filozofia średniowieczna,
przeł. Piotr Domański (ss. 242). Wydawnictwo Antyk.
[6]
Kołakowski, Leszek (2009). Filozofia
pozytywistyczna (ss. 20). Wydawnictwo PWN.
[7]
Tatarkiewicz, Władysław (2009). Historia
filozofii tom I (ss. 338, 341). Wydawnictwo PWN.
[8]
Heinzmann, Richard (1999). Filozofia
średniowieczna, przeł. Piotr Domański (ss. 244-245). Wydawnictwo Antyk.
[10]
Bryson, Bill Krótka Historia prawie
wszystkiego, roz. „8. Wszechświat Einsteina”
[11] Jest
to dosyć swobodna interpretacja historii tego odkrycia, a wykorzystanie Brzytwy
Ockhama jest wyłącznie jednym z powodów tak długiego utrzymywania hipotezy
eteru przez fizyków. Dla pełniejszego obrazu należałoby się odnieść do Struktury rewolucji naukowych T. Kuhna
oraz falsyfikacjonizmu Popperowskiego.
00:14 | | 0 Comments
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Obsługiwane przez usługę Blogger.