Egzystencjalna blokada do zrobienia czegokolwiek



(Ania)

No właśnie. Plany, projekty, rozpisanie celów i działań na każdy dzień tygodnia…a zapału wystarcza tylko na kilka dni – jeżeli nie wyczerpuje się szybciej. Nie jest tak, że brakuje wyznaczonego celu; istnieją też ważne powody do wzięcia się za robotę. Brakuje zapału. Zwalać winę na pogodę? Można, mało kto lubi listopad. Ponadto człowiek łatwiej łapie różnego rodzaju przeziębienia, a wtedy pracuje się (i myśli) dużo gorzej…
Ile można się usprawiedliwiać? Ile można popadać w stany załamania nerwowego, że kolejny dzień nie zrobiło się niemal nic? Ile można zgrzytać z zazdrości zębami na widok osiągnięć innych?

Rozwiązania są dwa – narzekać więcej niż do tej pory, nie robić nic poza niezbędne minimum, z wyraźną świadomością, że nie zrealizuje się swoich planów nawet w połowie albo: wziąć się do roboty porządnie, nawet kiedy wyznaczony cel nie wydaje się być tym, czego się chce. Po drodze do osiągnięcia tego celu można się wiele nauczyć; sama sytuacja również może ulec zmianie i to, co wydawało nam się niepewne i niejasne, będzie wiadome.

Dla swojego własnego dobra wybieram (póki co) drugą drogę, czyli pracę, pracę, pracę. Choćby poprzez porównywanie się do innych, abym miała mobilizację do nauki. Udowodnienie sobie, że umiem, potrafię, dam radę – przestając być zależna od innych (skądinąd bardzo życzliwych osób). Pokazanie, że nie jestem przypadkową osobą na danym stanowisku/w danym miejscu. Życie będzie takie, jakim je sobie wykreujemy – więc czas wziąć się do roboty!


[Post mało filozoficzny, poza tym z ogromnym opóźnieniem…jednakże zakładam, że porusza szeroko rozumiane problemy bytoweJ dodatkowo, publikując coś, co jest swoistą obietnicą wzięcia się w garść i zaprzestania żywota depresyjnej rozmamłanej niedojdy intelektualnej, liczę, że będzie to dla mnie motywacja. Do prawdziwej pracy – tym razem]

Słów kilka o projekcie



Pewnej szczególnej Nocy powzięliśmy zamiar stworzenia miejsca, w którym moglibyśmy bez skrępowania, bez obawy o właściwą ilość przypisów, rozmiary marginesów oraz konwenanse metodologiczne  ujawnić nasze zainteresowanie filozofią. Nie przypadkowo zaślubiliśmy pornografię z filozofią. Był to zabieg komercyjny, który miał zaszokować i uruchomić lawinę myśli. Nie boimy się śmiałych połączeń.  Rzeczywistość umysłową ubraliśmy w nagie ciało. Chcemy, aby filozofia była podnietą dla życia i działania. Wysyłamy ją na ulice, aby zarabiała na siebie.  Wyszła z ram dziedziny naukowej a stała się dziedziną naszej egzystencji.


Tak powstała strona pornofilozofia.com
Niestety z czasem uznałyśmy, że strona jako forma nie spełnia naszych oczekiwań - dlatego przekształciłyśmy ją w blog. Wszystkie umieszczone dotąd teksty były publikowane na stronie, teraz przechodzą do naszego archiwum. Marta, Dagmara i Karolina to współpracujące w pierwszej fazie studentki, obecnie blog współtworzą: Ania i Kasia.

„Zabić drozda – książka ponadczasowa”



(Dagmara Anna Jaworska)



Zabić drozda to opowieść widziana oczami małej dziewczynki, Jean Louise, zwanej też Smykiem. Opowiada ona o swoim dzieciństwie, spędzonym na zabawach ze swoim bratem Jemem i ich przyjacielem Dillem, o przygodach jakie ich spotkały, pytaniach, często trudnych i wartych przemyślenia. Książka, która na pierwszy rzut oka wydaje się być dziecinną historyjką, niesie za sobą wiele wątków ponadczasowych na temat uprzedzeń ludzi, ich natury i tego jak wielką siłę ma zbiorowość.
Pierwszym wątkiem tej historii jest postać Dzikiego Radley'a, sąsiada Jean Louise i jej brata, który od lat nie wychodził z domu i wydaje się dzieciom postacią przerażającą. Młodzi bohaterowie znają go jedynie z opowieści, jest dla nich zagadką, tajemnicą, którą chcą odkryć. Jego postać i powód dla, którego tak długo nie wychodzi z domu Budzi w nich fascynacje. Z czasem zaczyna to być ich drobną obsesją. Tworzą nawet przedstawienie na jego temat i wystawiają je dla zabawy. Jednak przerażający i siejący trwogę Artur Radley okazuje się być wybawieniem dla dzieci. Najpierw zostawia im różne „skarby w dziupli drzewa na swoim ogrodzie. Później, gdy Jem i Smyk zostają zaatakowani to on broni ich, narażając własne życie. I to właśnie Dziki, okazuje się po części być tytułowym drozdem, do którego przecież nie wolno strzelać - broniąc swoich sąsiadów, zabija człowieka, co w stanie Alabama (gdzie rozgrywa się akcja książki) karane jest śmiercią.
Jednakże ojciec dzieci, Atticus, oraz Pan Henck – miejscowy szeryf wspólnie postanawiają zatuszować sprawę ze względu na okoliczności i stan zdrowia Pana Radley'a. Wydaje się on być zagubionym dzieckiem, które boi się świata, chłopcem, który chciał bronić swoich przyjaciół, nie zdając sobie sprawy z tego jak wielką ma silę. Zrobił coś złego, jednak czy gdyby nie zrobił nic byłoby lepiej? I właśnie tu mamy jeden z wielu problemów moralnych tej książki. Wiadome jest, że nie wolno strzelać do drozdów, gdyż nie szkodzą a swym pięknym śpiewem umilają czas. Jednak czy Pana Artura można potraktować jak drozda?
Kolejnym ponadczasowym wątkiem jest proces Toma Robinsona. Tom był czarnoskórym niewolnikiem, który pracował  sumienne, był kaleką, mężem i ojcem. Został oskarżony o gwałt, a właściwie próbę gwałtu, co również było równoznaczne z karą śmierci. Bronił go Atticus Finch, ojciec Jema i Smyka. Przez to został okrzyknięty mianem „murzyńskiego pachołka”, mimo że to sędzia zadecydował, by to właśnie on bronił Pana Robinsona. Atticus spisał się świetnie, udowodnił w pełni i uargumentował, że Tom Robinson nie mógł zgwałcić Mayelli Ewell. Jednak Tom był od początku na przegranej pozycji, gdyż był czarnoskóry. Został skazany na śmierć. Wyrok nie odbył się planowo, ponieważ wcześniej Tom został zabity podczas próby ucieczki. Można zapytać „Gdzie sprawiedliwość?” „Czym zawinił ten człowiek?” „Jak można skazać kogoś na śmierć wiedząc, że nic złego nie zrobił?”. W tamtych czasach, to nie miało niestety znaczenia. Był czarny, więc był winny.  Choć na samą myśl o śmierci niewinnego człowieka, nam robi się niedobrze. To czy teraz tak nie jest? Czy sądy nie są zbyt niepewne? Przecież ludzie to ludzie, bywają omylni. A życia nie da się nikomu oddać, jedyne co może on pośmiertnie odzyskać dobre imię. Lecz do dobrego imienia nie przytuli się dziecko pozbawione ojca.
Ostatnim wątkiem jaki chce poruszyć (choć pozostało ich jeszcze wiele) jest podejście do wojny. W szkole Smyk słucha o tym, jak złym człowiekiem jest Hitler, który prześladuje Żydów za to w co wierzą i za ich pochodzenie. Zgadza się z tym, że jest on zły, mimo że wie, iż nikogo nie wolno nienawidzić, choćby nie wiadomo jak złym był człowiekiem. Jednak zastanawia ją, dlaczego ludzie, którzy tak bardzo brzydzą się prześladowaniem Żydów i dzieleniem ludzi na kategorie. A sami dzielą ludzi na czarnych i białych. Niewolników i wolnych. Nie mogła zrozumieć jak ludzie tak brzydzący się Hitlerem, sami zachowują się jak on tyle, że na mniejszą skale.
Książka ta ukazuje zupełnie inny świat, świat podziałów i braku tolerancji. Świat gdzie ludzie wolą się nie wychylać, gdzie wszyscy są szarą masą myślącą tak samo. Z drugiej strony jest to świat, gdzie każdy każdego zna, gdzie ludzie sobie pomagają, są dla siebie uprzejmi. Świat niby naszemu podobny, a zupełnie różny. Jest warta przeczytania, polecić mogę ją czytelnikowi w każdym wieku. Na kartach tej książki dorastamy razem z Jean Louise, poznajemy czym jest ludzka godność. Uczymy się szacunku i wzajemnego zrozumienia. Przechodzimy od łez przez złość do śmiechu i radości. W końcu dorosły może zaobserwować świat oczyma dziecka. To, że dla dzieci wiele problemów też jest ważnych i ma sens. Jest to też swoista lekcja moralności, która przyda się każdemu z nas.

Wyzwanie



(Marta Szopka)


Do napisania tego artykułu natchnął mnie film „Conquest of paradise”. Przedstawia biografię i wyprawy Krzysztofa Kolumba. Muzyka Vangelisa dodatkowo pobudza zmysły, by przenieść się do minionej epoki i wziąć udział w wyprawie podróżnika. Nie będę przedstawiała akcji filmu, tu jedynie mogę zachęcić do obejrzenia. Film zaś wpłynął na pomysł opisania podejmowania trudu decyzji, odwagi, a także arogancji i zaangażowania w realizację marzeń. W końcu każdy z nas boryka się z problemami realizacji marzeń na co dzień, poszukując własnego ja.
Często pytamy siebie, czy podejmowane przez nas decyzje są dobre, odpowiednie do danej sytuacji. Nieraz odkładamy je w czasie, łudząc się, że będzie lepszy moment na ich realizację. Mimo wszystko rządzi nami strach i obawa przed nieznanym, przed porażką. Co będzie, gdy nam się nie powiedziecie? Zapewne i takie pytania doskwierały wielkiemu podróżnikowi, ale idea zrealizowania jego pomysłu przyciemniała takie rozterki. Być może w życiu nie powinniśmy się kierować obawami, narzuconymi odgórnie standardami i koncepcjami na życie. Każdy z nas ma swoją, niepowtarzalną egzystencję i krótki odcinek czasu na jego spełnienie. Może warto uświadomić sobie, że stać mnie na coś więcej i wychylić nos zza domu ku otwartej przestrzeni. Historia pokazuje, że zbuntowanych jednostek jest mimo wszystko mało. Stabilizacja i spokój wewnętrzny pragnie osiągnąć większość. Boimy się nieznanego, boimy się czegoś gorszego… a czy może być coś gorszego, niż wyrządzane nawzajem krzywdy, wojny na tle religijnym, etnicznym?
Boimy się końca świata, dlatego mnóstwo osób z trwogą czyta wiadomości na ten temat. Widać wyraźnie, że ludzkie obawy i słabostki nie zginęły mimo odkryć geograficznych, astrologicznych, mimo postępu technologicznego. Wciąż obawiamy się, że gdzieś ktoś może odkryć coś gorszego. Zakazywane są badania naukowe, które zbyt ingerują w życie ludzkie w ramach granic etyki. Czy tylko chodzi na pewno o ten strach przed badaniami? Czy to one są powodem, że dany zabieg jest nieetyczny w stosunku do człowieka? Czy może bardziej obawiamy się niepewnej przyszłości, jaki to będzie miało skutek?
Kobiety wywalczyły emancypację, możliwość pracy w męskich branżach, ale czy kobieta nigdy nie pracowała? Pracowała bardzo ciężko już u zarania dziejów na polu, w domu. Emancypacja doprowadziła jedynie do prawnej akceptacji sytuacji kobiet, które wywalczyły swój status.
To co osiągamy, co zwiemy cywilizacją jest często dziełem indywiduów, którzy oddawali swoje życie w imię idei, dla lepszego życia w przyszłości. Nie przejmowali się, czy będzie istnieć jutro. Jednakże wciąż żywy strach nie pozwala zarówno akceptować takie jednostki i swobodnie tworzyć im wizje. Panicznie boimy się nowości, które zmuszają człowieka do zmian i akceptowania zaistniałych efektów. Ale czy nie warto podjąć wyzwania?

Seneka o krótkości życia. Refleksja.



                       (Katarzyna M)


Lucjusz Anneusz Seneka, większości z nas, znany jest jako autor „złotych myśli”, którymi opatruje się karty kalendarza.  Tymczasem jest on twórcą dzieł, które stanowią kanon literatury klasycznej i myśli humanistycznej.  Ubiera rzeczywistość w słowa, a słowa łączy w myśli, dzięki którym poznajemy sens nie tylko życia, ale i życia z sensem.  W części jego dorobku znajdujemy zbiór zatytułowany „O krótkości życia” ( De brevitate vitae).  Dla filozofów to typowy przykład myśli stoickiej, a dla współczesnych może być odpowiedzią na kult młodości i sukcesu.
Aby zrozumieć fenomen tego myśliciela, który w średniowieczu uchodził za świętego, podajmy parę faktów z jego życia. Urodził się w 4 roku przed Chrystusem w Kordobie. Ówczesnym cesarzem rzymskim był August. Mimo, iż Seneka nie był Rzymianinem, nie przeszkodziło mu to zrobić kariery politycznej. Pochodził, bowiem ze starej i szacownej rodziny. Jego ojcem był znany nauczyciel retoryki – Lucjusz Anneusz – zwany Seneką Retorem. Przyszły mąż stanu do Rzymu przybył, jako mały chłopiec.  Tu otrzymał gruntowne wykształcenie, głownie w zakresie retoryki i filozofii. W 32 roku po Chrystusie objął on stanowisko obrońcy sądowego. Natomiast za czasów panowania cesarza Tyberiusza sprawował swój pierwszy urząd państwowy – kwesturę. W krótkim czasie zyskał sławę wytrawnego pisarza i polityka. Jednak  w rzymskim państwie totalitarnym takie umiejętności oznaczały śmierć. Cesarz Kaligula w 37 roku wydał na Senekę wyrok skazujący na Senekę ; szczęśliwie wyrok ten nie został wykonany. Niestety, za panowania cesarza Klaudiusza  rzucono na niego oskarżenie utrzymywania stosunków erotycznych z Julią Liwillą, siostrą poprzedniego cesarza. Karą było ośmioletnie wygnanie, aż do roku 49, kiedy to za sprawą Agrypiny,  kolejnej żony Klaudiusza, Seneka wrócił do łask. Jednak ceną za ową protekcję było podjęcie się wychowania, syna Agrypiny, Nerona.                                                             
 Głównym zadaniem Seneki – nauczyciela było wpojenie przyszłemu władcy trwałych zasad moralnych. Kiedy młodociany Neron wstąpił na tron Seneka stał się jednym z najpotężniejszych ludzi w państwie. Faktycznie przez pięć lat sprawował władzę w Cesarstwie. W  56 roku objął on urząd konsula. Czasy jego rządów określane są przez współczesnych historyków, jako wzór sprawiedliwej polityki i największej pomyślności Rzymu. Neron jednak nie kontynuował polityki zapoczątkowanej przez Senekę, a jego zbrodnicze skłonności wkrótce dały o sobie znać. Za jego poleceniem zamordowano brata i matkę . Jego wpływom uległ również sam Seneka, który wbrew wyznawanym zasadom napisał kłamliwy list do senatu usprawiedliwiający krwawe rządy tyrana.                                    
 Po tych zdarzeniach Seneka postanowił wycofać się z życia publicznego. Aby przekonać Nerona, do zwolnienia go ze służby przekazał mu swój cały majątek, a swoją decyzję motywował podeszłym wiekiem i pogarszającym się stanem zdrowia. Neron jednak go nie przyjął, ale po pożarze Rzymu w roku 64 skorzystał z otrzymanej darowizny. W ostatnim okresie życia Seneka poświęcił się całkowicie pisarstwu. Niestety, oddalenie od dworu nie było gwarancją spokojnego życia. W 65 roku, kiedy wykryto plan zamachu na władcę – oskarżono Senekę o to, iż wiedział o zamiarach Pizona, a mimo to nie powiadomił cesarza. Karą za to była śmierć przez otwarcie żył. Ostatnie chwile Seneki z przejęciem opisuje w swoich kronikach Tacyt ( Tacyt, Roczniki XV 62-63, przekł. S. Hammera). Przykład życia owego męża stanu i myśliciela – daje nam jasne przesłanie, iż trzeba wiele silnej woli, aby trwać przy wyznawanych zasadach. Mimo licznych zasług  życie Seneki nie było pozbawione ciemnych stron.  Czy możemy jednak  potępiać wielkiego filozofa i artystę za to, że był tylko człowiekiem?                                  
 Wróćmy do jego rozprawy Ad Paulinum de brevitate vitae, której adresatem jest Paulinus, krewny żony Seneki, Pompei Pauliny, intendent do spraw zaopatrzenia Rzymu. Centralnym twierdzeniem dzieła  jest , iż długości życia nie można mierzyć długością lat: Czemu żalimy się na naturę? Postąpiła ona z nami łaskawie: życie jest długie, jeżeli się umie z niego korzystać [Seneka, 1987, s. 209]. Jeśli przyjrzymy się dokładniej temu zdaniu nie umknie nam uwagi nawiązanie do stoickiej etyki i kultu natury. Jednym z osiągnięć omawianej tu idei, jest jak pisał Tatarkiewicz kult natury. Natura jest rozumna, harmonijna, boska. Największą, więc doskonałością człowieka jest dostosowanie się do tej powszechnej harmonii. Życie powinno być przede wszystkim zgodne z naturą samego człowieka[Tatarkiewicz, 2005, s.  148]. Skoro śmierć jest wpisana w naturę ludzką nie pozostaje nam nic innego jak: Przez całe życie należy uczyć się żyć i – co może jeszcze bardziej cię zdziwi – przez całe życie należy się uczyć umierać [Seneka, 1987, s. 217].                         
 Filozofia stoicka na pierwszym miejscu stawiała uniezależnienie się od zewnętrznych okoliczności, które przeszkodziłyby nam w osiągnięciu cnoty, czyli szczęścia.  Cnota utożsamiana była zazwyczaj z rozsądkiem, wiedzą i rozumem. Aby wszystko mieć, trzeba się wszystkiego wyrzec. Ten jest mędrcem, kto tego dokona [Tatarkiewicz, 2005, s. 148]. Być może, dlatego Seneka tak cenił tych wszystkich ludzi, którzy żyli zgodnie z zakładanymi ideami: Życie mędrca rozciąga się bardzo szeroko, nie podlega ono tym samym ograniczeniom, co inni ludzie: on jeden jest wolny od praw władających rodzajem ludzkim, wszystkie wieki są mu posłuszne, podobnie jak Bogu. Przemija pewien czas? Ogarnia go więc wspomnieniem. Nadchodzi? Korzysta z niego. Ma dopiero nadejść? Uprzedza go. Mędrzec przedłuża swe życie łącząc wszystkie czasy w jedną całość [Seneka, 1987, s. 225]. Ideałem do, którego stoicy dążyli był ideał mędrca, który żyje zgodnie z naturą, rozumnie, cnotliwie i jest wolny. Osoba taka cnotę uważała za jedyne dobro, poza cnotą do szczęścia nic nie potrzeba. Wszelkie inne rzeczy takie jak bogactwo, siła, uroda, zaszczyty, zdrowie i życie – powinny być dla nas obojętne. Nie powinny budzić w nas pożądania. Prawdziwy mędrzec nie zwraca na nie uwagi i jest zupełnie niezależny. Seneka pisze: Przebadaj cały czas życia ludzi zajętych, przyglądnij się, jak długo prowadzą rachunki, jak długo przygotowują zasadzki, jak długo się boją, jak długo nadskakują innym, jak długo im samym się nadskakuje, ile czasu zajmują im własne i cudze sprawy sądowe, ile czasu zabierają im uczty, które już same są obowiązkami, a zobaczysz, do jakiego stopnia ich własne sukcesy i klęski nie pozwalają im znaleźć chwili wytchnienia [Seneka, 1987, s. 215]. Celem życia moralnego powinna być apatia, czyli beznamiętność – wyzbycie się zawiści, pożądliwości, smutku i obawy. Nigdy nie zabraknie powodów do niepokoju pochodzących bądź z powodzenia, bądź z niepowodzenia. Życie schodzi nam na zajęciach: nigdy nie skorzystamy z wypoczynku, zawsze będziemy tylko pragnęli [Seneka, 1987, s.225].                                                                                                        
W tej krótkiej rozprawie o krótkości życia zawarł Seneka podstawowe prawdy etyki stoickiej. Ponieważ z życiem ludzkim związany jest upływ czasu i w konsekwencji śmierć, musimy maksymalnie wykorzystać dane nam istnienie. Nie możemy go zmarnować, trwoniąc go, nie możemy stać się szaleńcami lecz mędrcami.  Bo właśnie mędrców nie dotyczy upływ czasu, bo to właśnie oni potrafią wykorzystać nawet krótkie życie - dobrze. Poprzez poszukiwanie mądrości, czyli cnoty, osiągają szczęście. Ten dar czyni ich nieśmiertelnymi.  Kto każdą chwilę obraca na swój użytek, kto każdy dzień układa jakby swój dzień ostatni, ten ani nie pragnie jutra, ani się go nie lęka [Seneka, 1987, s.217]. Śmierć zatem nie jest zła jeśli prowadzi nas do poznania siebie i osiągnięcia dobra. Ostrze krytyki wymierzone jest w ludzi, którzy nie dostrzegają wartości jakie mogą ubogacić ich życie. Seneka przestrzega: Jakże późno zaczynać życie, kiedy należy je kończyć! Jakież to głupie zamroczenie ludzi odkładać zbawienne plany na pięćdziesiąty, a nawet sześćdziesiąty rok życia i chcieć rozpoczynać życie w takim wieku, jaki tylko niewielu osiągnęło[Seneka, 1987, s.211].
Seneka był reprezentantem  młodszej szkoły stoickiej, która rozwijała się w Rzymie w okresie Cesarstwa i była ostatnią ostoją owej doktryny. Filozof skupiał się głównie na zagadnieniach etycznych i wiele jego spostrzeżeń może być przydatnych i w naszych czasach. Czy możemy zaczerpnąć z owej mądrości? Czy pozwolimy sobie na zatrzymanie się w pędzie do osiągnięcia sukcesu? Może czas pogodzić się ze śmiercią, starością i uświadomić sobie, że sens życia ludzkiego nie leży w ilości, ale w jakości. Może dzieła Seneki pozwolą nam na nabranie dystansu do siebie i otaczającego nas świata?

Bibliografia:
Lucjusz Anneusz Seneka, Myśli, przeł. Stanisław Stabryła, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987;
Władysław Tatarkiewicz, Historia Filozofii, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005, t.1;

Richard Dawkins Bóg urojony



                       
(Anna J)
                             

            Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem przeczytania czegoś Dawkinsa, na którego nazwisko co i rusz się natykałam – głownie przy podczytywaniu dyskusji nt. sensu i bezsensu wiary. Dawkins traktowany był tam jako guru ateistów i otoczony ogromnym szacunkiem. Z czystej ciekawości sięgnęłam po najsłynniejsze chyba jego dzieło, Bóg urojony, by przekonać się osobiście, jak wygląda rozprawa z religią i wiarą, dokonywana przez tak inteligentnego i znanego interlokutora.
            No cóż… Przyznam szczerze, że dawno nie byłam tak rozczarowana po lekturze. Sposób pisania nużył mnie, argumenty były mało wyszukane, a opierały się głównie na założeniu, że każdy wierzący to analfabeta i prostak, za to ateiści to godni szacunku intelektualiści, którzy pojęli WIELKĄ PRAWDĘ – że Boga nie ma. Właśnie to raziło mnie najbardziej i zniechęcało do dalszej lektury: brak szacunku, który wręcz wylewał się z kartek tej książki. Zaczęłam czytać ją bez uprzedzeń, powodowana ciekawością i z pewną ekscytacją wyczekiwałam argumentów godnych przemyślenia i rozważenia (choćby w jakiejś filozoficznej dyskusji ze znajomymi). Otrzymałam zbiór opowiastek, które  na każdym kroku pokazują intelektualną różnicę między wierzącymi (teoretycznie Dawkins pisze o wszystkich religiach, lecz najczęściej odnosi się do chrześcijan) a ateistami, zawsze na korzyść tych ostatnich.
            Dla mnie Bóg urojony i Richard Dawkins to marka przereklamowana; za mało treści w stosunku do oczekiwań, jakie miałam. Czy to czas zmarnowany? Niekoniecznie. Zgadzam się z jednym twierdzeniem Dawkinsa, że nie ma dzieci muzułmańskich czy chrześcijańskich, są dzieci muzułmańskich/ chrześcijańskich rodziców. Zbyt mocno oceniamy innych poprzez pryzmat ich wiary (lub jej braku), natomiast powinniśmy patrzeć wyłącznie na tom jakim kto jest człowiekiem. Drugą korzyścią dla mnie jest moja mała refleksja: ateiści, aby udowodnić, że mają rację głosząc brak Boga, muszą wręcz atakować wierzących i udowadniać na każdym kroku, że wiara jest równoznaczna z brakiem inteligencji. Nie jest to merytoryczna argumentacja, a taka postawa ateistów sprawia jedynie, że dla mnie nie będą partnerami do dyskusji – cóż to za rozmowa, gdy jedna strona z założenia nie szanuje drugiej?

Persepolis i wizerunek kobiety w Teheranie



(Anna J)
 

Persepolis to film oparty na rzeczywistych przeżyciach Marjane Satrapi, Iranki, żyjącej w Teheranie podczas rewolucji i powstania nowego reżimu. To film opowiadający o wojnie, wzniosłych ideałach, rewolucji islamskiej, prześladowaniach „wrogów systemu” widzianych oczyma dziecka (podczas obalania Szacha Marjane miała około 6 lat). Poznajemy jej dalsze losy: wyjazd do Europy, do austriackiego liceum i kłopoty z odnalezieniem siebie (między innymi przez niemożność nawiązania bliższych kontaktów ze zblazowanymi Europejczykami), nagły powrót do Teheranu po porażce uczuciowej, kolejna próba znalezienia swojej tożsamości – w tym poprzez nieudane małżeństwo – i podjęta świadomie ponowna migracja, tym razem do Francji.
Marjane to nie tylko kobieta z Teheranu, która opowiada nam swoją historię, to również córka gorliwych marksistów, a także wnuczka ostatniego władcy Iranu. To wszystko sprawia, że na bohaterce w pewien sposób ciąży odpowiedzialność, by sprostać rodzinnym tradycjom: nie dać się stłamsić systemowi (szeroko pojętemu), być wiernym sobie i swoim ideałom, pamiętać o rodzinie i być dumnym ze swojego pochodzenia. Rodzinne zobowiązania najbardziej uwidaczniają się, gdy Marjane po raz pierwszy opuszcza Teheran i wyjeżdża do europejskiego liceum. Bardzo długo nie potrafi odnaleźć się wśród młodych ludzi, znudzonych życiem, bogactwem i samą nauką. Marjane ma za sobą wojnę, widok śmierci wielu niewinnych, pamięta o swoim wuju, który został uwięziony i zabity niemal zaraz po obaleniu Szacha. Jednak pragnie również akceptacji, dlatego mówi do zaczepiającego ją chłopaka, że jest z Francji. Ta sytuacja jest wyjątkiem w życiu bohaterki, można powiedzieć nawet, że to punkt zwrotny – po zdradzie swojej ojczyzny, swojego pochodzenia, swoich przodków, nie można zrobić nic gorszego. Dlatego następnym razem Marjane głośno  i w pewien sposób wyzywająco mówi, że pochodzi z Iranu. Zaczyna czuć się dumna ze swojego pochodzenia, ze swojej historii i odmienności. Ale to dopiero początek odkrywania siebie: zawody miłosne, powrót do domu i depresja, bardzo młode zamążpójście (dziewczyna ma 20lat,kiedy poślubia kolegę ze studiów), długie rozmowy z babcią, narastające poczucie wyobcowania sprawiają, że Marjane musi podjąć decyzję, co zrobić z dalszym życiem. Świadomie wybiera ucieczkę z Teheranu: wyjazd do Francji.
Persepolis to film animowany, co dla wielu może być wadą, ponieważ forma niezbyt pasuje do treści. Uważam jednak, że jest wręcz przeciwnie: pierwowzorem dla filmu był autobiograficzny komiks Satrapi[1], który też może wydawać się być nieodpowiednią formą dla ważnych tematów[2]. Komiks sprostał wyzwaniu, czego rezultatem jest powstanie filmu Persepolis. Jestem zdania, że czasem warto korzystać z innej formy przekazu, by: po pierwsze, łamać zastane schematy wyrazu w sztuce, po drugie – poprzez łamanie tych schematów wywierać silniejsze wrażenie na odbiorcach. Powiedzmy sobie szczerze, czy gdyby Persepolis był klasycznym filmem fabularnym, wywarłby na odbiorcach aż takie wrażenie? Podejrzewam, że nie. Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum poświęcone filmom i poczytać dyskusje o samej formie Persepolis: dochodzi wręcz do kłótni, czy animacja to dobry czy zły pomysł w przedstawianiu takich właśnie historii. Dla mnie animacja ma jeszcze jedną zaletę, poprzez nieco spłyconą formę można skupić się bardziej na treści i na przekazie filmu. Dobór kolorów, a raczej palety szarości, również jest pomysłem wręcz genialnym. Kolory nie rozpraszają przy oglądaniu, a szarość filmu sprawia, że pewne sceny nabierają wyjątkowej ostrości i głębi (np. wizyta u wujka w więzieniu). Jest godne zauważenia, że kolory pojawiają się dopiero w scenach, gdy Marjane przylatuje do Francji. Można stwierdzić, że to pojawienie się barw ma znaczenie symboliczne – bohaterka podejmuje decyzję o wyjeździe świadomie, kiedy wie, kim jest i nie wstydzi się tego. Barwy pojawiają się, ponieważ Marjane wreszcie odkryła siebie.
Na mnie Persepolis wywarł ogromne duże wrażenie. Przede wszystkim jest to dobrze zrobiony film, trzymający w napięciu przez cały czas trwania. Ponadto opowiadana historia, historia, która zdarzyła się naprawdę, sprawia, że trudno się oderwać od ekranu. Bardzo spodobało mi się pokazanie losu irańskich kobiet w przeciągu dobrych kilku lat. Marjane zaczyna swoją opowieść chwilę przed obaleniem Szacha: widzimy jej matkę, energiczną i samodzielną wykształconą kobietę, która dla męża jest pełnoprawną partnerką. Poznajemy też babcię bohaterki, najważniejszą dla niej osobę. Babcia wygłasza swoje odważne poglądy, nie boi się doradzać wnuczce, by ta żyła zgodnie ze swoimi pragnieniami, nawet jeśli te nie są zgodne z oficjalnymi poglądami władz państwa po rewolucji religijnej. To dzięki babci Marjanne ma siłę walczyć o siebie, o swoją godność i niezależność.
W trakcie rewolucji możemy zaobserwować, jak zaczyna zmieniać się ranga kobiety w Teheranie – kobiety zaczynają nosić chusty zasłaniające włosy, zaczynają być traktowane jak osoby gorszej kategorii, mężczyźni mogą je bezkarnie lekceważyć. Po nastaniu nowych rządów jest jeszcze gorzej, zaczyna panować religijny terror, nie ma miejsca na wyrażanie swoich poglądów przed kobiety, niezależnie od tego czy są wykształcone czy nie.
Po kilkuletniej przerwie Marjane wraca do rodziny i z jej opowieści zauważamy, że praktycznie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi  traktowanie kobiet -  nie mogą się malować, chodzić w zbyt wyzywających ( odsłaniających ciało)ubraniach, nie mogą nawet spotykać się z mężczyznami, jeśli to nie ich rodzina. Nawet babcia wyraża swoje opinie w bezpiecznym zaciszu domu, ponieważ zdaje sobie sprawę, że pewne sądy mogą być niebezpieczne. Ale można zaobserwować tu „luźniejsze” podejście rodziny bohaterki do niektórych kwestii: kiedy Marjane wraca z Europy, w rozmowie z kuzynkami przyznaje się, ze nie jest już dziewicą. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami takie wyznanie powinno dać w rezultacie oburzenie, prawie ukamienowanie, natomiast w filmie kuzynki tylko śmieją się i z pewnym podziwem patrzą na obytą w świecie Marjane.
W zasadzie pojawia się pewna ciekawa kontra – media pokazujące losy kobiet w krajach muzułmańskich skupiają się na tych biedniejszych, mniej wykształconych i zależnych niemal wyłącznie od mężczyzn, w Persepolis natomiast kobiety, nawet po rewolucji, mają prawo głosu na równi z mężczyznami, są przez nich szanowane i doceniane. Przez taką a nie inną sytuację rodzinną Marjane może zaprotestować podczas wykładów przeciw nierównemu traktowaniu studentów i studentek, może podejmować sprytne próby „obejścia” systemu, aby móc nosić seksowne ubrania i chodzić w makijażu. Marjane wychodzi za mąż za kolegę ze studiów, który nie jest tyranem, nie bije żony, nie staje się autorytarnym  panem i władcą. Trzeba tu także podkreślić, że rodzice nawet nie podejmują prób, by narzucić córce swoje zdanie. Zdarzyło się tak tylko raz, kiedy wysłali ją do europejskiego liceum, choć mieli na celu zapewnić dziewczynce bezpieczeństwo i szansę na lepszą przyszłość. Wszelkie późniejsze decyzje bohaterka podejmuje na swoją odpowiedzialność, choć nie zawsze z głośną akceptacją rodziny. Wie jednak, że bez względu na to, co się może stać, jej oparciem będą najbliżsi. To jest dla mnie najważniejsze przesłanie tego filmu: bez względu na to, gdzie jesteśmy i kim jesteśmy, osiągniemy każdy cel, zrealizujemy każde zadanie tylko dzięki świadomości, że zawsze znajdzie się ktoś bliski, kto nam pomoże czy doda otuchy. Marjane pod koniec filmu staje się silną, niezależną kobietą, ponieważ odkrywa tę banalną prawdę; to daje jej siły, by ponownie zawalczyć o swój lepszy los w państwie europejskim.


[1] Persepolis 1 – historia dzieciństwa i Persepolis 2 – historia powrotu.
[2] Od razu kojarzy mi się to z głośnym przed paru laty komiksem Maus Arta Spiegelmana, poświęconym tematyce II wojny światowej, gdzie bohaterami były zwierzęta.

Współtwórcy

Obsługiwane przez usługę Blogger.